nic nie dzieje się dwukrotnie w ten sam sposób
Kategorie: Wszystkie | kamaq@gazeta.pl
RSS
poniedziałek, 17 listopada 2008
dżinsów też już nie maczam w domestosie dla zrobienia hipisowskiego wrażenia

Niedługo znów minie rok. Co tym razem powiem tej dwudziestopięcioletniej dziewczynie, którą mam zachowaną w archiwum. Nie uwierzyłaby zaprawdę ot choćby w to, że nabyłam tłuczek do mięsa w sklepie z akcesoriami gospodarstwa domowego. Kiedyś pierś kurczaka tłukłam butelką po CinCin, albo co ja mówię, w ogóle nie tłukłam. Jadłam gorące kubki i warzywa mrożone na patelnię. Cóż, podlegam prawom czasu, pokornieje, coraz mniej we mnie buntu nastolatki.

Zbliża się dwudziesta ósma wiosna.





* to nie wcale ta notka dlatego że się przypominam że prezenciki czas szykować. w tej kwestii ostatnio zawiodłam po całości za co w szczególności Bratnią przepraszam oraz tych wszystkich wobec których się jeszcze nie zorientowałam ze czas świętowania przegapiłam. Wiem, tak nie przystoi.

wokół ofisu zwanego pracą
Wspominałam na łamach niniejszego bloga czas temu jakiś, że władzę do rąk dostałam.
Dajcie komuś kto zdjęcia nie zrobił nigdy, aparat średnioformatowy bez światłomierza. Szansa, że zrobi dobre zdjęcie jest żadna. Jeśli sprzyja mu szeroko pojęte szczęście zrobi coś tam.
Coś tam, nie jest stanem zadowalającym.
Się nie udało.
Miałam stworzyć team Bolka i Lolka, Flipa i Flapa chociaż, a wyszedł team Bartosiewicz i Krawczyka w jednej piosence bez wsparcia Smolika.

Od początku, władza ma to do siebie że raz dana mile łechce. 

Tym razem już mniej liczę na szczęście. Postawię wszystko na skromne, acz burzliwe doświadczenie.
środa, 03 września 2008
kiedyś

Jak usiadłem przypadkiem Krosbiemu na jego ukochanej gitarze, to słowa nie powiedział. Gdy już ją pokleiliśmy u lutnika, to twierdził, że dopiero teraz ma dźwięk jak się patrzy. (Andrzej Stasiuk)

Według autora tych słów i z mojego punktu widzenia, nie było to aż tak całkiem dawno.

Wiem że mam tendencję do przesadzania i że gloryfikuję przeszłość fragmentami. 

Cóż, nigdy nie rozumiałam wyjątkowo piskliwych pretensji o kawę rozlaną na klawiaturze lub finansowe rozliczenie się z powodu przydepnięcia pannie młodej sukienki. I tak bywa, z przewagą na zdarza się dość często.

poniedziałek, 01 września 2008
...

Jemu akurat najlepszy pomysł przyszedł do głowy w trakcie jazdy autobusem, gdy zobaczył szyld na sklepie. Ona swoje odkrycie zapisała na kawałku serwetki w fast foodzie, pożyczonym długopisem. Tamten z kolei wyśnił sobie rozwiązanie zadania, z fizyki. Wszyscy znamy miliony takich opowieści.

Zaszeleścił we mnie papierek. Po cukierku.

Mała, ale jednak przestrzeń. Do zapełnienia.

środa, 27 sierpnia 2008
grunt

Słowem wstępu. Kilka dni temu ustawiłam ałt of offis oraz zsetowalam tumiwisizm mentalny. Urlop mam całe czternaście dni, w tym dziesięć dni roboczych. Zaraz po tym jak offis opuściłam każde zdarzenie wydaje mi się przygodą nieziemską poczynając od świeżych bułek nabytych w sklepie o dziesiątej w dzień powszedni, kończąc na bezwiednym wymachiwaniu nogami z których zsuwają się japonki. Japonki, jak wiadomo, średnio w offisie są przyjmowane. Chociaż w sumie zdarzają się offisy otwarte i zawadiackie.

Rok temu odpoczywałam z chlebakiem na ramieniu, śpiewając piosenki starego dobrego małżeństwa. W tym roku było równie oldschoolowo. Podróże kształcą i nawet jeśli ktoś sobie pomyśli, że to wyświechtany slogan, to niech sobie tak myśli, w trakcie urlopu jestem nad wyraz spokojna.

Byłam w dzikim kraju (czytać poza Unią Europejską) i długo nie mogłam zrozumieć, że są miasta na tym świecie gdzie nie ma bankomatów, a hitem mody są sukienki w panterkę, torebki panterki, gumki do włosów w panterkę i kąpielówki w panterkę oraz złote zęby. Plusem dzikiego kraju było morze czyste (korzystając ze stylistyki Scovrona mogłabym napisać że czystość ową można śmiało przyrównać do dziewicy, inne porównania to phi nic nie oddające mrzonki). Morze było bardzo duże, bardzo głębokie i pełne świata innego, na które rzuciłam okiem przez okulary do pływania plastikowe. Na morze patrzyłam i coż więcej dodać, morza się nagle bardzo przestraszyłam.

Tak, wyznaje teraz otwarcie, boję się wielu rzeczy, ale do wielu się nigdy nie przyznam. Mieszkam w stolicy i po prostu nie wypada.

Patrzyłam na to morze i myślałam kiedyś cię pokonam, wypłynę na sam środek i jeszcze Ci pokażę, a w sumie co to morze obchodzi, korekta: i jeszcze sobie udowodnię. Tyle rzeczy zdobyłam, pokonałam niejedno, paznokcie na obgryzanie nieraz ze strachu traciłam. A Ty morze trzęsiesz moimi kolanami, przyspieszasz bicie serca i całkiem poważnie rozpościerasz wizję tego, jak co po niektórzy będą już niebawem beze mnie sobie życie układać.

Zawsze bałam się braku gruntu pod nogami. Zawsze czuć musiałam na czym stoję, a jeszcze ważniejsza była wiedza o tym, że stać mocno i pewnie będę choćby nie wiem co. Jestem dorosła i boję się morza strasznie. Przeraża mnie ten ogrom i wiry i głębia i fala znienacka. I już chcę znów walczyć, racjonalizować, przemawiać sobie do rozsądku przyglądając się małym dzieciom finezyjnie w morzu się pluskającym. Byłoby pięknie skakać ze skały i nurkować na samo dno podziwiając to czego poza wodą nie ma. Położyć się w spokoju na wodzie i dać się jej ponieść.

Tylko po co, myśl po chwili. Mam dużo pokory. I bać się jest czasem całkiem zdrowo. Tym bardziej że są sposoby. Ot choćby obietnica, że jest się trzymanym w trakcie pseudo pływania i że zaraz po zachwyceniu się kluczem rybek w paski przepływającym pod nogami (nie wiem czy jest klucz rybek, ale ptaków jest, każdy wie o co chodzi) zostanie się odstawionym na kamień bezpieczny i umiłowany. Obietnica.

Miga mi tu kursor w oczekiwaniu na następne słowo. Ale i ja i on dobrze wie, że teraz pasuje tylko jedno: zaufanie.

Strasznie jest się bać samemu, nie samemu boję się jakby inaczej.

rozważnie i romantycznie

- Czy Twoi rodzice chodząc trzymają się jeszcze za ręke?

- Nie wiem..., oni wszędzie jeżdżą samochodem.

środa, 30 lipca 2008
czasem jest dokładnie tak

I cholernie mi z tym dobrze.

wtorek, 29 lipca 2008
a Ty kim będziesz jak dorośniesz

Wychodząc z metra, rozpoczynając codzienną drogę brukowaną dobiega mnie przeraźliwie głośny odgłos szurania, powłóczenia nogami. Patrzę na swoje stopy. Mam na nich wielkie, szare, sztywne, z filcu na dodatek kapcie na gumkę. Takie, jakie rozdawano w muzeach, wszystkie w uniwersalnym numerze dobijającym do pięćdziesiątki, żeby stopa duża czy mała, gruba czy wychudzona, męska czy kobieca weszła w nie bez problemu i sal muzealnych wylanych parkietem nie uraziła rysą lub wgnieceniem.

Szuram i leniwie ciagnę swoje stopy z rozsądku i poczucia odpowiedzialności, nie bynajmniej z powodu niechęci do ekspozycji typu maszyny rolnicze przelomu XIX i XX wieku. Szuram, bo ostatnio dostałam (tak przynajmniej powiadają zewnętrzni obserwatorzy) władzę w ramach pewnej umowy spisanej w dwóch wersjach językowych na trzech stronach A4.  No i wszystko pięknie, mam rozdysponowywać, kierować, podejmować decyzje. Wiecej samodzielności, los w rękach, cieżar odpowiedzialności. Kusi.

Teraz od mojego zdania, od jednego słowa zależy nie powierzone zadanie, ale człowiek. I teraz wcale nie jest wszystko takie proste. I teraz mi nieśpieszno, mentalnie nóg do ruchu nie zmuszam. Z innej strony barykady trudno zapomnieć co jest po tej drugiej stronie i jak duzo zalezy od szansy danej.  

Szuram, nogi układam powoli przeciagając chwile, w filcu nie zostawiam wyraźnych sladów. W końcu podejmę decyzje i przynajmniej udam pewniaka. Przejdę to, tak jak się przechodzi różyczkę.

Jest duża szansa że się po tym uodpornię. No chyba że sie kompletnie do tego nie nadaję. To równie prawdopodobne.

piątek, 18 lipca 2008
oswojona

Dziś powinnam siedzieć gdzieś nad rzeką najlepiej. Może być i pod mostem, na przykład Śląsko-Dąbrowskim. Usiadłabym na atlasie Warszawy, żeby wilka nie dostać od betonu. Atlas noszę przy sobie na wypadek zagubienia się w mieście, któremu oddałam już cztery lata.

Kłamstwo, atlasu juz nie noszę od pół roku.

czwartek, 22 maja 2008
w kontekście głowy, z którą warto żyć w zgodzie

Mam wielkie szczęście do ludzi inteligentnych. Są dosyć rozgadani, ale któż powiedział że na krysztale dobrze nie wyglada rysa nieregularna.

Wczoraj przez cztery godziny słuchałam panny A, która wiele rzeczy mówi w odniesieniu, w kierunku, z zauważeniem, w kontekście swojej głowy. Ma tyle do powiedzenia i tyle rzeczy poukładanych i tyle już wymyśliła. I można się zastanowić: panno A panna tak wszystko z głowy wymyśla i można być pewnym, że panna A odpowie: prawda, z głowy. Z nogi mi jakoś gorzej idzie.

Jest pewien przykaz społeczny, który nakazuje mi z zaznaczonym na końcu wykrzyknikiem rozglądać się za kredytem na przykład. Wykrzyknik mocny w mym odbiorze dość szybko flaczeje zmieniając się w znak zapytania. Mam oczy na inne rozglądanie ukierunkowane.

Ostatnio, wraz z inną parą inteligentnych oczu w samym środku nocy, w samym centrum stolicy przyglądałam się kaczce, która była głupią kaczką bo się ludzi nie bała i w nocy nie spała, ale oczu od niej oderwać również w sensie mentalnym nie mogłam, bo kaczka jajo na skwerze z piasku zniosła i mimo wszelkich innych okoliczności fakt ten wydał sie ważny.Wydał się o tyle ważniejszy, że głupia kaczka jaja nie wysiadywała tylko wryta w ziemię tak jak go zniosła tak stała i znieruchomiała w bezradności. Być może było to pierwsze jajo zniesione w jej życiu.

Panna A śmiała się z moich ornitologicznych obserwacji, które zgrabnie przeniosłam na płaszczyznę społeczną rozprawiając dalej o zaskoczeniu jakiego się czasem doświadcza będąc nawet głupią kaczką.

Od dawna wszystkie faktury przychodzą na moje imię i nazwisko. Od dawna mam swój adres i płacę regularnie składki. W szafie znajdzie się też poważne ubranie dobre na rozglądanie się za kredytem. Ale mi się zdarza. I nawet bardziej pochłania rozprawiać o głupich kaczkach i smaku lodów kręconych włoskich. Lub o podróży dookoła świata.

Zdarza mi się słuchać jednej piosenki przez dwie godziny. Zdarza mi się włosów nie uczesać i wstać o trzynastej. Zdarza mi się patrzeć przez okno i nic innego nie robić.

Lubię takie proste chwile. Lubię ludzi inteligentnych, którzy żyją z głową i prostym chwilom nie odmawiają racji.

Jutro wczesnym rankiem włączę wiadomości i upnę starannie włosy. Tak przynajmniej zakładam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12