nic nie dzieje się dwukrotnie w ten sam sposób
Blog > Komentarze do wpisu
grunt

Słowem wstępu. Kilka dni temu ustawiłam ałt of offis oraz zsetowalam tumiwisizm mentalny. Urlop mam całe czternaście dni, w tym dziesięć dni roboczych. Zaraz po tym jak offis opuściłam każde zdarzenie wydaje mi się przygodą nieziemską poczynając od świeżych bułek nabytych w sklepie o dziesiątej w dzień powszedni, kończąc na bezwiednym wymachiwaniu nogami z których zsuwają się japonki. Japonki, jak wiadomo, średnio w offisie są przyjmowane. Chociaż w sumie zdarzają się offisy otwarte i zawadiackie.

Rok temu odpoczywałam z chlebakiem na ramieniu, śpiewając piosenki starego dobrego małżeństwa. W tym roku było równie oldschoolowo. Podróże kształcą i nawet jeśli ktoś sobie pomyśli, że to wyświechtany slogan, to niech sobie tak myśli, w trakcie urlopu jestem nad wyraz spokojna.

Byłam w dzikim kraju (czytać poza Unią Europejską) i długo nie mogłam zrozumieć, że są miasta na tym świecie gdzie nie ma bankomatów, a hitem mody są sukienki w panterkę, torebki panterki, gumki do włosów w panterkę i kąpielówki w panterkę oraz złote zęby. Plusem dzikiego kraju było morze czyste (korzystając ze stylistyki Scovrona mogłabym napisać że czystość ową można śmiało przyrównać do dziewicy, inne porównania to phi nic nie oddające mrzonki). Morze było bardzo duże, bardzo głębokie i pełne świata innego, na które rzuciłam okiem przez okulary do pływania plastikowe. Na morze patrzyłam i coż więcej dodać, morza się nagle bardzo przestraszyłam.

Tak, wyznaje teraz otwarcie, boję się wielu rzeczy, ale do wielu się nigdy nie przyznam. Mieszkam w stolicy i po prostu nie wypada.

Patrzyłam na to morze i myślałam kiedyś cię pokonam, wypłynę na sam środek i jeszcze Ci pokażę, a w sumie co to morze obchodzi, korekta: i jeszcze sobie udowodnię. Tyle rzeczy zdobyłam, pokonałam niejedno, paznokcie na obgryzanie nieraz ze strachu traciłam. A Ty morze trzęsiesz moimi kolanami, przyspieszasz bicie serca i całkiem poważnie rozpościerasz wizję tego, jak co po niektórzy będą już niebawem beze mnie sobie życie układać.

Zawsze bałam się braku gruntu pod nogami. Zawsze czuć musiałam na czym stoję, a jeszcze ważniejsza była wiedza o tym, że stać mocno i pewnie będę choćby nie wiem co. Jestem dorosła i boję się morza strasznie. Przeraża mnie ten ogrom i wiry i głębia i fala znienacka. I już chcę znów walczyć, racjonalizować, przemawiać sobie do rozsądku przyglądając się małym dzieciom finezyjnie w morzu się pluskającym. Byłoby pięknie skakać ze skały i nurkować na samo dno podziwiając to czego poza wodą nie ma. Położyć się w spokoju na wodzie i dać się jej ponieść.

Tylko po co, myśl po chwili. Mam dużo pokory. I bać się jest czasem całkiem zdrowo. Tym bardziej że są sposoby. Ot choćby obietnica, że jest się trzymanym w trakcie pseudo pływania i że zaraz po zachwyceniu się kluczem rybek w paski przepływającym pod nogami (nie wiem czy jest klucz rybek, ale ptaków jest, każdy wie o co chodzi) zostanie się odstawionym na kamień bezpieczny i umiłowany. Obietnica.

Miga mi tu kursor w oczekiwaniu na następne słowo. Ale i ja i on dobrze wie, że teraz pasuje tylko jedno: zaufanie.

Strasznie jest się bać samemu, nie samemu boję się jakby inaczej.

środa, 27 sierpnia 2008, kamaq
Komentarze
Gość: scovron, ip-106-242.mofnet.gov.pl
2008/08/29 12:41:48
scovron w życiu morza nie nazwałby czystym. Chyba że morze wódki.
-
2008/09/01 20:50:09
jeszcze wiele przed toba młodzieńcze:)
-
Gość: prusakolep, adtw37.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/01 22:23:34
prusak mówi, żeby zabrać scovrona następnym razem. Będą bombowe wakacje